|
31 stycznia 2010
Pijani rowerzyści wiozą śmierć. Bezkarnie (29-01-2010) GWOd ponad dziesięciu lat zgierscy radni nie podjęli uchwał w sprawie dróg gminnych i ulice w niemal całym mieście są drogami wewnętrznymi. A po takich pijani rowerzyści mogą jeździć bezkarnie. Precedensowy proces w tej sprawie toczy się właśnie w zgierskim sądzie
Majowy ciepły dzień 2009 roku. Paweł Kamiński (dane zmienione) jedzie rowerem ul. Przygraniczną w Zgierzu. Droga wiedzie przez las, pan Paweł wypił wcześniej dwa, trzy piwa. Jadący z naprzeciwka radiowozem policjanci zatrzymują go do kontroli. Alkotest wykazuje blisko promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Policjanci kierują wniosek o ukaranie do sądu grodzkiego. Zarzut: jazda rowerem w stanie nietrzeźwości po drodze publicznej. To przestępstwo. Grozi za to kara nawet roku więzienia.
Przepisy kodeksu karnego dotyczące prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu można najprościej scharakteryzować tak: nawet jeśli po pijanemu wsiądziesz do auta przed własnym domem na podjeździe i cofniesz o 10 cm, jest to karalne. Rowerem możesz jechać choćby po litrze wódki i policja nie może nic ci zrobić. Pod jednym warunkiem: nie jedziesz nim drogą publiczną.
I o to właśnie chodzi w zgierskim procesie: o ustalenie, czy pan Paweł jechał rowerem po gminnej drodze publicznej, czy też nie?
- Zgodnie z prawem każda gmina musi w drodze uchwały zaliczyć daną drogę do gminnej. O ile nie jest krajowa czy wojewódzka. Po reformie samorządowej rządu Buzka w 1999 roku narzuciła to nowelizacja ustawy o drogach publicznych - opowiada pan Paweł. - Takie uchwały mają wszystkie gminy w Polsce, choćby gmina Zgierz. Ale nie miasto!
Rzeczywiście: w 2001 roku gmina Zgierz (odrębna jednostka od samego miasta) uchwaliła, które drogi należą do gminy i są publiczne. W załączniku są wymienione tak, jak przewiduje to prawo: nazwa drogi, jej przebieg i długość oraz rodzaj nawierzchni, z jakiej jest zrobiona.
- Poprosiłem w urzędzie miasta o taką uchwałę. Chciałem tę Przygraniczną sprawdzić w wykazie, bo biegnie środkiem lasu. Nie dostałem jej, bo radni od jedenastu lat takich uchwał po prostu nie podjęli! - mówi Kamiński.
Ruszył proces. Mecenas Piotr Paduszyński od razu złożył wniosek dowodowy, by miasto udowodniło i przedstawiło wykaz dróg publicznych na terenie Zgierza. - No bo jeśli zgodnie z prawem nie jest to droga publiczna, mój klient nie popełnił przestępstwa - mówi adwokat.
Zgierski sąd przyjął wniosek adwokata i zapytał urzędników o uchwałę w sprawie dróg w mieście. Okazało się, że takowej nie ma.
- To nie tak - broni się Dorota Jankiewicz, rzeczniczka Urzędu Miasta w Zgierzu. - Drogi miejskie w Zgierzu sklasyfikowano na podstawie Uchwały Rady Narodowej Miasta Łodzi z 1990 roku. Dalsze uchwały nie były już potrzebne.
- Oczywiście, że były, bo ta uchwała po reformie Buzka straciła moc obowiązującą - mówi mecenas Paduszyński. - Dlatego też wszystkie gminy w Polsce mają rejestry swoich dróg. Poza Zgierzem. A bez uchwały droga jest niepubliczna i takie przypadki już w Polsce były.
Rzeczywiście. W październiku 2009 roku prokuratura w Augustowie musiała umorzyć sprawę radnego Dariusza S., który jechał rowerem bulwarem obok Kanału Augustowskiego, mając w organizmie 1,5 promila alkoholu. Powód? Jako radny wiedział, że gmina nie zaliczyła bulwaru do dróg publicznych. - Więc nie było przestępstwa - tłumaczył Ryszard Tomkiewicz z suwalskiej prokuratury.
A co z innymi rowerzystami skazanymi w Zgierzu za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu? Ilu ich było w ciągu dziesięciu ostatnich lat? Według danych komendy w Zgierzu tylko w ostatnich trzech latach pijanych cyklistów, którzy trafili przed sąd, było ponad dwustu.
- No cóż. Mogli sprawdzić, jaką drogą jechali. Tak jak ja - mówi Kamiński.
Wyrok w tej precedensowej sprawie już w marcu.
Marcin Masłowski
http://lodz.gazeta.pl
|